Siedział rozwalony na kanapie z nogami rozłożonymi szeroko i patrzył w telefon. Gdy weszła stanęła naprzeciwko niego z założonymi rękami. Powietrze w mieszkaniu było ciężkie, jak przed burzą. Od kilku dni czuł, że musi jej powiedzieć. Tajemnica rosła między nimi jak mur, a on coraz bardziej się w niej gubił. Wziął głęboki oddech, odłożył telefon i powiedział wprost: – Biorę stud pills. Przez chwilę tylko patrzyła na niego, jakby nie do końca rozumiała słowa. Potem, zanim zdążył cokolwiek dodać, jej dłoń uniosła się szybko i mocno uderzyła go w policzek. Ból był ostry, piekący, nawet nie odsunął się. Został w miejscu, z ręką przy twarzy, patrząc na nią szeroko otwartymi oczyma. Cofnęła się o krok, sama zaskoczona tym, co zrobiła. Jej ręka drżała. Oddychała szybko. – Przepraszam – powiedziała natychmiast, głosem stłumionym. – Nie powinnam była… Ale jak mogłeś?. I nic nie mówisz?. Powoli opuścił rękę. Policzek piekł, ale bardziej bolało coś innego. – Bałem się – odparł cicho. – Bałem się, że jak się dowiesz, to pomyślisz, że jestem słaby. Że nie daję rady sam. Że muszę sięgać po coś, żeby być dla ciebie wystarczający. Usiadła na skraju fotela, daleko od niego. Przez dłuższą chwilę milczała. Potem odezwała się spokojniej, choć w głosie wciąż drgało napięcie. – Nie o to chodzi, czy bierzesz, czy nie. Chodzi o to, że przez pół roku żyliśmy obok siebie, a ty nosisz w sobie coś że bierzesz stud pills i nawet nie dajesz mi szansy, żebym mogła to z tobą przeżyć. Ja nie jestem twoim wrogiem. Jestem osobą, z którą dzielisz życie. A ty zamiast mnie zaufać, wybrałeś ukrywanie. Skinął głową. Nie bronił się. Czuł, że każdy argument, który mógłby teraz wymyślić, tylko pogorszy sprawę. – Wiem – powiedział. – I właśnie dlatego dzisiaj mówię. Bo nie da się już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Stud Pills dawało mi poczucie kontroli. Myślałem, że jak będę brał, to nie będę musiał się bać, że cię zawiodę. Ale im dłużej to trwało, tym bardziej czułem, że oddalam się od ciebie. Że buduję wersję siebie, której ty nie znasz. Ona przetarła oczy. Nie płakała, ale była blisko. – A ja przez ten czas czułam, że coś jest nie tak – powiedziała. – Tak mocno mnie zadowalałeś jak nigdy wcześniej. Myślałam że to tak naturalnie mnie grzmocisz a tu coś takiego. Jestem w szoku. Przenieśli się bliżej siebie, choć wciąż z dystansem. Rozmowa trwała godzinami. Słuchała, czasem przerywała, zadawała pytania, czasem po prostu siedziała w ciszy. Mówiła o swoim zaufaniu, które zostało nadszarpnięte, o tym, że potrzebuje czasu, żeby znowu poczuć się bezpiecznie w tej relacji. Nie obiecywała, że wszystko od razu wróci do normy. Prosiła tylko, żeby od tej pory nie było już żadnych tajemnic. Kiedy w końcu zgasili światło, leżeli obok siebie w ciszy. Nie przytulali się mocno. Po prostu byli blisko. Oboje wiedzieli, że jedna rozmowa nie naprawi wszystkiego. Ale po raz pierwszy od pół roku tajemnica przestała stać między nimi jak ściana. Została tylko praca do wykonania – powolna, codzienną, oparta na słowach zamiast na ukrywaniu. I to właśnie było najważniejsze.