Wrócił i po feminam libido kochała się jak szalona.

 mężczyzna nie kończący szybko

Wrócił później niż zwykle. Zamknął drzwi cicho, jakby bał się obudzić ciszę, która panowała w mieszkaniu. Ona siedziała już na kanapie w samym szlafroku, z nogami podciągniętymi pod brodę. Nie pytał. Ona już była przygotowana na jego powrót. Wzięła wcześniej feminam libido i czuła jak ochota na seks piętrzy się w niej niebywale. Szlafrok stał się nagle zbyt gruby, zbyt zbędny. Zsunęła go z ramion i została naga. On patrzył na nią inaczej niż zwykle — intensywniej, jakby dopiero teraz naprawdę ją widział. Pocałowała go. Nie delikatnie. Wgryzła się w usta, wsunęła język głęboko, a ręką od razu sięgnęła między jego nogi. Był już twardy jak skała ale nie lodu lecz rozgrzanej lawy.— Chodź — szepnęła i pociągnęła go na dywan. Nie zdążyli dojść do sypialni. Usiadła okrakiem na jego biodrach, wzięła go w rękę i bez żadnych ceregieli wsunęła w siebie. Była mokra, rozgrzana, gotowa. Pierwszy ruch był głęboki i gwałtowny. Wydała z siebie dźwięk, którego od dawna nie słyszała z własnych ust — niski, zwierzęcy, pełen głodu. Zaczęła jeździć na nim szybko, mocno, prawie agresywnie. Dłonie oparła na jego klatce, paznokcie wbiły się w skórę. On złapał ją za biodra i pomagał, unosząc się do niej, ale to ona dyktowała tempo. Jednak feminam libido nie pozwalał im zwolnić tępa. Galop trwał w najlepsze. Przewróciła go na bok, potem na plecy, potem znów usiadła. Zmieniała pozycje jakby ciało miało własną wolę. Kiedy klęczała przed nim i brała go do ust, ssała głęboko, bez pośpiechu, ale z taką intensywnością, że on wygiął się w łuk i złapał ją za włosy. Kiedy on wszedł w nią od tyłu, przycisnął ją do dywanu i pieprzył twardo, ona tylko wyła w poduszkę i domagała się jeszcze mocniej, jeszcze głębiej. Orgazmy przychodziły falami. Pierwszy dopadł ją, kiedy była na nim, z głową odchyloną do tyłu. Drugi — kiedy on trzymał ją za nadgarstki i wbijał się w nią bez litości. Trzeci był już prawie bolesny w swojej sile. Ciało drżało, mięśnie zaciskały się wokół niego, a ona nie potrafiła przestać się poruszać. On doszedł chwilę później, z głośnym jękiem, trzymając ją tak mocno, że na biodrach zostały czerwone ślady. Potem leżeli na dywanie, spoceni, dyszący, spleceni. Szlafrok leżał gdzieś z boku. Deszcz za oknem szumiał jak tło. Ona przewróciła się na bok, oparła głowę na jego ramieniu i uśmiechnęła się zmęczonym, ale bardzo zadowolonym uśmiechem.— Dzięki — szepnęła. On tylko westchnął i przycisnął usta do jej włosów. Tego wieczoru kochała się z mężem jak szalona. I wiedziała, że będzie chciała powtórzyć.