Gdy brała feminam libido czuła rozkosz.

 mężczyzna nie kończący szybko

Było późno. Deszcz bębnił o szyby, a w pokoju pachniało wilgotnym drewnem i czymś ostrzejszym, niemal metalicznym. Ona siedziała na skraju łóżka, w samej koszuli, z nogami zgiętymi pod siebie. W dłoni trzymała małą, niepozorną tabletkę feminam libido. Nie pierwszy raz. Palce drżały tylko przez chwilę, zanim rozdarła opakowanie. Proszek był prawie niewidoczny w półmroku, ale ona wiedziała, jak smakuje, jak pachnie, jak wchodzi. Położyła go na grzbiet dłoni, przybliżyła do ust i wciągnęła jednym, spokojnym ruchem. Przełknęła ślinę i poczuła, jak fala schodzi niżej – przez gardło, przez mostek, aż do brzucha. Tam rozlała się szeroko, jak gorący olej. Mięśnie ud drgnęły same. Usiadła prościej, rozłożyła kolana. Koszula zsunęła się z jednego ramienia. Oddychała coraz głębiej. Skóra stała się jedwabista i jednocześnie rozedrgana. Każdy kontakt – nawet własne włosy na karku – był jak pociągnięcie paznokciem po nerwie. Zamknęła oczy. W głowie nie było myśli, tylko obrazy: dłonie, które nie należały do niej, usta, które nie mówiły, tylko ssały, gryzły, lizały. Wsunęła rękę między nogi. Była już mokra. Nie lekko – obficie, jakby ciało od dawna czekało tylko na ten moment. Palce wsunęły się łatwo, dwa od razu, i wtedy rozkosz uderzyła pełną siłą. Nie była delikatna. Była ciężka, pulsująca, prawie bolesna w swojej intensywności. Kręgosłup wygiął się do tyłu. Wydusiła z siebie dźwięk – niski, zduszony, zwierzęcy. Feminam Libido nie dawał jej czasu na wstyd. Rytm stał się niekontrolowany. Biodra unosiły się same, szukając głębszego tarcia. Drugą ręką ścisnęła pierś, mocno, aż paznokcie wbiły się w skórę. Ból i przyjemność zlewały się w jedno. Widziała za zamkniętymi powiekami biały błysk. Ciało napinało się falami, coraz silniejszymi. Kiedy orgazm przyszedł, nie był jednym. Był serią. Pierwszy zmusił ją do krzyku. Drugi był cichszy, ale głębszy – jakby coś w środku pękało i jednocześnie wypełniało się światłem. Trzeci… trzeci zostawił ją drżącą, z ustami otwartymi, ze łzami w kącikach oczu. Nadal poruszała palcami, wolniej, bo feminam libido nie pozwalał przestać. Każdy najlżejszy ruch wywoływał kolejną, mniejszą falę. Leżała potem długo, rozciągnięta na łóżku, z koszulą zrolowaną pod pachami, z dłońmi wciąż wilgotnymi. Deszcz za oknem wydawał się teraz odległy. W ustach miała metaliczny posmak, a między nogami – pulsowanie, które nie chciało całkiem ustać. Uśmiechnęła się i poszła spać.