Jej eksplozja libido

 mężczyzna nie kończący szybko

Zaczęło się od niczego. Od zwykłego wieczoru, od filiżanki herbaty, od tego, że on siedział naprzeciwko i przewracał strony książki. Ona patrzyła na jego dłonie dłużej niż zwykle. Na sposób, w jaki poruszał kciukiem. Na żyłę na nadgarstku. I nagle coś w niej pękło. Nie było ostrzeżenia. Libido wybuchło jak zbyt mocno zakręcony zawór. Wstała, podeszła do niego i bez słowa zdjęła z niego koszulę. On uniósł brwi, ale nie protestował. Kiedy rozpięła mu spodnie, już wiedział, że to nie będzie zwykły seks. Ona klęknęła między jego nogami, wzięła go do ust głęboko, niemal natychmiast, i zaczęła ssać z taką intensywnością, jakby od tego zależało jej życie. Ślina spływała po brodzie, ręce ściskały uda, a ona mruczała przy każdym ruchu. On złapał ją za włosy i spróbował zwolnić, ale ona tylko zacisnęła wargi mocniej. Potem wspięła się na niego. Usiadła okrakiem, wsunęła go w siebie jednym ruchem i zaczęła jeździć. Szybko. Mocno. Bez żadnej delikatności. Piersi podskakiwały, paznokcie wbijały się w jego klatkę, a ona krzyczała już przy drugim, trzecim uderzeniu bioder. Orgazm przyszedł nagle, gwałtownie, jakby ktoś pociągnął za spust. Ciało zadrżało, mięśnie zacisnęły się wokół niego, a ona nie przestawała się poruszać. Przeciwnie – jechała dalej, przez kolejne fale, aż on złapał ją za biodra i odwrócił. Położył ją na brzuchu na kanapie. Wszedł od tyłu mocno, głęboko, i pieprzył ją bez litości. Ona tylko unosiła biodra, domagając się więcej. Kiedy doszła drugi raz, krzyknęła tak głośno, że sąsiad mógł usłyszeć. Trzeci orgazm przyszedł, kiedy on wsunął rękę pod nią i zaczął masować łechtaczkę w rytm pchnięć. Wtedy już prawie płakała z przyjemności – ciało było rozpalone, mokre, drżące, a głód wciąż nie gasł. Przenieśli się do sypialni. Ona usiadła na nim tyłem, oparła dłonie o jego kolana i jeździła wolniej, ale głębiej, kręcąc biodrami w taki sposób, że on co chwilę wyrywał się spod niej z jękiem. Potem położyła się na plecach, rozłożyła nogi szeroko i powiedziała tylko:— Weź mnie. Mocno. On wziął. Trzymał ją za nadgarstki, wbijał się w nią rytmicznie, a ona unosiła się do każdego pchnięcia, krzycząc jego imię. Kiedy on wreszcie doszedł, ona wciąż jeszcze drżała pod nim, wciąż jeszcze zaciskała się wokół niego, jakby ciało nie chciało puścić. Leżeli potem długo, spoceni, spleceni, z sercami waliącymi jak po biegu. Ona uśmiechnęła się w ciemność i szepnęła: — To dopiero początek. I miała rację. Bo eksplozja jej libido tej nocy nie skończyła się na jednym razie. Trwała aż do rana.