Tak opóźniał wytrysk aż się dojechał.

 mężczyzna nie kończący szybko

Nazywał się Kamil i od zawsze traktował wytrysk jak coś, co można odkładać niemal w nieskończoność, jakby ciało było maszyną, którą da się programować według własnej woli. Kiedy leżał z kobietą, zaczynał powoli, prawie nieśpiesznie, pozwalając jej najpierw rozgrzać się do czerwoności, a sam w tym czasie ćwiczył kontrolę tak intensywnie, że napięcie narastało w nim warstwami, jedna na drugiej, aż stawało się niemal nie do zniesienia. Każdy ruch bioder hamował w ostatniej chwili, każdy głębszy oddech wykorzystywał do tego, by cofnąć się o krok od krawędzi, a ona tymczasem wiła się pod nim, dochodziła raz za razem, błagając, by wreszcie pozwolił sobie na własne spełnienie. On jednak trwał, jakby chciał udowodnić sobie i jej, że potrafi wytrzymać dłużej niż ktokolwiek inny, że jego ciało jest posłuszne woli aż do granic wytrzymałości. Minuty zamieniały się w godziny, pot spływał po plecach, mięśnie drżały od wysiłku, a w głowie kołatała tylko jedna myśl: jeszcze chwilę, jeszcze odrobinę dłużej. Kiedy w końcu poczuł, że nie da rady już ani sekundy, że kontrola zaczyna pękać jak zbyt napięta struna, pozwolił sobie na ostatni, głęboki ruch i wtedy wszystko runęło. Orgazm przyszedł z taką siłą, że aż zamknął oczy i przez moment nie wiedział, gdzie jest, ciało szarpało się w konwulsjach, a fala przyjemności była tak gwałtowna, że prawie stracił orientację. Dojechał dokładnie wtedy, kiedy już nie mógł dłużej powstrzymywać, i właśnie to opóźnianie sprawiło, że spełnienie okazało się wielokrotnie intensywniejsze niż zwykle. Ona przytrzymywała go mocno, czując każdy drgający impuls, a on sam przez długie sekundy nie był w stanie wydusić z siebie słowa, tylko dyszał, wciąż jeszcze drżąc od tego, jak bardzo przedłużył wszystko, zanim wreszcie puścił. Potem leżeli w ciszy, a on myślał, że właśnie dlatego warto było tak długo się powstrzymywać – bo kiedy w końcu dojechał, było to jak wybuch, którego nie dało się porównać z niczym innym.