Znalazł je wieczorem, kiedy szukał w szafce plastra. Małe, białe opakowanie schowane za kosmetykami. Odwrócił je w dłoni, przeczytał nazwę i wszedł do salonu z uniesioną brwią. — To co to jest? — zapytał, pokazując fioletowe pudełeczko — Tabletki na libido. Dla mnie?. Ona siedziała na kanapie w szlafroku, z filiżanką herbaty. Uśmiechnęła się powoli, jak ktoś, kto właśnie został przyłapany na czymś przyjemnym. — Nie dla ciebie — odpowiedziała spokojnie. — Dla mnie. On usiadł naprzeciwko, wciąż trzymając opakowanie. — Czyli… masz problem? — Miałam — poprawiła go. — A teraz nie mam. Wstała, podeszła bliżej i usiadła mu na kolanach. Szlafrok rozchylił się, odsłaniając nagie uda. Wzięła tabletki na libido z jego ręki i odłożyła na stolik. — Bierzesz je od jakiegoś czasu? — zapytał ciszej. — Od trzech tygodni. Jedna dziennie. I wiesz co? Działają. Jej głos był niski, prawie mruczący. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej i powoli zaczęła rozpinać mu koszulę. — Jak bardzo? — zapytał, a ona poczuła, że już twardnieje pod nią. — Tak bardzo, że czasem trudno mi się skupić w pracy. Że wieczorem nie mogę doczekać się, aż wrócisz. Że budzę się w nocy mokra i muszę się sama zaspokajać, bo ciebie nie ma. On przełknął ślinę. Ona pochyliła się i pocałowała go głęboko, wsuwając język między jego usta. Jednocześnie sięgnęła w dół i rozpięła mu spodnie. Wyjęła go, już twardego, i bez żadnych ceregieli . Była gotowa — mokra, rozgrzana, otwarta. — Dlatego — wyszeptała mu do ucha — biorę te tabletki. Żeby znów chcieć. Żeby chcieć mocno. Żeby chcieć ciebie jak szalona. On złapał ją za biodra i pomógł jej jeździć. Tempo rosło. Ona odchyliła głowę do tyłu, piersi uniosły się przy każdym ruchu, a z jej gardła wydobywały się coraz głośniejsze dźwięki. Kiedy orgazm nadszedł, zacisnęła się wokół niego tak mocno, że on jęknął i przycisnął ją do siebie. Nie skończyli na tym. Przenieśli się na dywan. Ona uklękła na czworaka, a on wszedł w nią od tyłu, trzymając ją za biodra i pieprząc mocno, rytmicznie. Ona tylko unosiła się do każdego pchnięcia i powtarzała jego imię. Drugi orgazm dopadł ją, kiedy on wsunął rękę pod nią i zaczął masować łechtaczkę. Trzeci — kiedy odwróciła się na plecy, rozłożyła nogi szeroko i kazała mu brać ją jeszcze raz, jeszcze głębiej. Później leżeli na dywanie, spoceni, dyszący. On gładził jej ramię i nagle znowu zapytał, tym razem ciszej, z uśmiechem: — To naprawdę dla ciebie?. Ona odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy. — Dla mnie. Ale efekt… efekt jest dla nas obu. I pocałowała go znowu, już wolniej, ale z tą samą głodną intensywnością, którą od kilku tygodni budziły w niej te małe tabletki.