Mały penis przygnębiał go.

 mężczyzna nie kończący szybko

Radek stał pod prysznicem dłużej niż zwykle, spoglądając w dół. Woda spływała mu po brzuchu i udach, a on znowu poczuł to znajome, ciężkie uczucie w klatce piersiowej. Nie był mały w sposób, który uniemożliwiałby cokolwiek, ale w porównaniu z tym, co widział w internecie, penis wydawał mu się niewystarczający po prostu mały. Czasem, gdy Gosia była w nastroju, a on nie od razu stawał się twardy, ta myśl wracała jak cień. Przygnębiała go. Sprawiała, że unikał światła w sypialni, że wolał pozycje, w których mniej było widać, że czasem udawał zmęczenie, żeby nie musieć się konfrontować z własnym ciałem. Tego wieczoru Gosia zauważyła jego nastrój od progu. Podeszła, objęła go od tyłu jeszcze pod prysznicem i położyła brodę na jego ramieniu. – Znowu o tym myślisz – powiedziała cicho, nie jako pytanie. Radek nie zaprzeczył. Gosia wyłączyła wodę, podała mu ręcznik i wyprowadziła do sypialni. Usiadła naprzeciwko niego na łóżku, naga, i kazała mu usiąść tak samo. Wzięła jego dłoń i położyła ją na swoim udzie. – Patrz na mnie – poprosiła. – Nie na siebie. Na mnie. Pocałowała go wolno, głęboko, aż poczuł, jak napięcie w barkach powoli opada. Jej ręce wędrowały po jego piersi, brzuchu, biodrach. Kiedy dotarła niżej, objęła go delikatnie, bez pośpiechu. Nie komentowała rozmiaru jego penisa bo wiedziała że jest tym przygnębiony. Po prostu gładziła, całowała szyję, szeptała, że lubi, jak pachnie, jak smakuje jego skóra, jak dobrze jej się z nim jest. Radek zamykał oczy, ale Gosia za każdym razem prosiła, żeby je otwierał. – Chcę, żebyś widział, jak na ciebie patrzę – mówiła. – Czuję cię całego – szepnęła. – I wystarczasz. Więcej niż wystarczasz. – Widzisz? – zapytała miękko. – To wszystko przez ciebie. Przez to, jak mnie dotykasz, jak na mnie patrzysz, jak smakujesz. Nie przez centymetry. Radek zrozumiał że jego przygnębienie spowodowane małym penisem było po prostu głupie. Przygnębienie, które jeszcze godzinę wcześniej siedziało mu w klatce, było teraz cichsze, dalsze. Gosia splatała z nim nogi i szeptała dalej, że kocha jego ciało takie, jakie jest, że nie chce innego, że kiedy on jest w niej, czuje się pełna i bezpieczna. On słuchał, gładząc jej plecy, i po raz pierwszy od dawna pozwolił sobie uwierzyć, że może tak właśnie jest. W sypialni było ciemno i ciepło, a mały penis, który tyle razy go przygnębiał, leżał spokojnie między nimi – akceptowany, pożądany i wystarczający.